Spotkanie od początku cieszyło się dużym zainteresowaniem, zarówno motocyklistów jak i widzów. Przyjechały motocykle ciężkie, wyczynowe, skutery i "weterany". Niestety aura pogodowa nam nie sprzyjała i w ciągu paru minut nadciągnęły ciemne, burzowe chmury, które obdarzyły nas rzęsistym deszczem i gradem! Na placu obok miejskiego parku w Zamościu pozostali najwytrwalsi widzowie i najbardziej wodoodporni jeźdźcy.
Motocykliści schronili się pod drzewawi, puszkarze - do samochodów.
Po deszczu zaniepokojeni o stan maszyn motonicii odpalali silniki (zamoknięcie = brak jazdy) z rykiem słyszalnym w całej okolicy. Prawdziwym motocyklistom zła pogoda nie straszna - trochę zmoczeni ruszyliśmy na wspólną paradę. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z policją oraz członkami (organizatorami) KBM, paradę poprowadził Wielki Brat, za nim jechali ci, którzy przetrzymali załamanie aury. Na trasie lepiej radziłby sobie skuter wodny (woda do wysokości połowy silnika), lecz motocyklisty nie łatwo skłonić do rezygnazji z wytyczonej trasy - 150 maszyn dojechało na miejsce startu.
Wyjazd do Tomaszowa LubelskiegoZa radą ochraniających nas policjantów członkowie KBM ubrani w kamizelki odblaskowe poprowadzili grupkami po ok. 20-30 motocykli do Tomaszowa Lubelskiego. Po drodze stale towarzyszył nam deszcz.
z Kresowego Forum Motocyklowego:
GSF - „Dziękuję, za dobrą organizację i zdyscyplinowanych uczestników, dzięki czemu, czułam się bezpiecznie na trasie, mimo kilkukrotnego przemoczenia i przemarznięcia . . ......”Dojechaliśmy do Tomaszowa Lub. – tutaj w miarę sucho i słonecznie. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej, ulicą Lwowską pod zajazd na granicach miasta. Zauważyliśmy, że kilkusetmetrowa kolumna motocykli skutecznie przyciągała uwagę przechodniów i zmotoryzowanych. Zatrzymywały sie nawet radiowozy.
Jedziemy do RoztoczankiZ Tomaszowa Lub. malowniczą trasą zajechaliśmy do Ośrodka Roztoczanka w Suścu.
Po przyjeździe i ustawieniu maszyn ks. Czarek zaprosił nas na mszę w intencji tych co odjechali od nas w najdłuższą z podróży lub ulegli wypadkom. Po mszy ks. Czarek zaskoczył uczestników: "ta maszyna, która będzie odpalona i posiada sprawny klakson zostanie poświecona” i tak też było.
Resztę dnia spędziliśmy przy muzyce, kiełbaskach, ognisku i w słońcu (nareszcie!).